.jpg)

w Jedynce
Już od 1 grudnia w naszej szkole trwają przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Ważnym punktem oczekiwania na pierwszą Gwiazdkę jest niewątpliwie dzień 6 grudnia. Tajemnicza noc, podczas której św. Mikołaj przynosił prezenty do naszych wyczyszczonych i wypastowanych bucików, upłynęła wśród wichrów i chłodu. Szalejący Ksawery w końcu przywiał nam trochę śniegu, a na nim przecież najbardziej nam zależało. Zatem pierwszy podarunek za oknem, a w butach to, co mimo niedogodności aury, dostarczył przy pomocy swych elfów biskup z pastorałem. O tym, czy to biskup, czy skrzat, a może ktoś inny, miały okazję przekonać się nasze dzieci podczas szeregu niespodzianek przewidzianych na ten dzień. Zatem jedno z pierwszych pytań, kiedy już pojawiliśmy się w szkole brzmiało: Czy na pewno dotrzemy do kina? Może oczekiwane przez dzieci spotkanie z reniferem Niko trzeba będzie przełożyć na inny dzień? Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać, gdyż w niedługim czasie po 8.00 pan dyrektor ogłosił, że trudną drogę uda się pokonać autobusem. I tu kolejna niespodzianka dla tych z nas, których rodzice przywożą zwykle do szkoły samochodami, a pojazd o tajemniczej nazwie „autokar”, widzą tylko zza szyb maminego auta. Po opatuleniu się zimowymi czapkami i szalami, zasiedliśmy we wspomnianym pojeździe i ulicami: Sportowa – Warszawska – Mickiewicza i Moniuszki dotarliśmy do celu. A tam już czekał na nas nasz przyjaciel – renifer Niko. Czy uda mu się uratować Święta? Na to pytanie poznamy odpowiedź po ponad godzinnym spotkaniu z małym reniferem, który znajduje w sobie siłę i odwagę, by ratować inne renifery przed wilkami , mającymi zakusy zniszczenia świąt Bożego Narodzenia. Marzycielski bohater próbował wielu pomysłów, aż w końcu się udało. Z uwagą śledziliśmy kolejne przedsięwzięcia Niko, wypełniając salę makowskiego kina okrzykami, dającymi upust naszym emocjom. Po seansie planowaliśmy powrotny kurs autobusem, kiedy tu nagle zza drzwi wejściowych na widownię, przywitany przez panią Kasię, wyjrzał prawdziwy biskup – Mikołaj. Ileż było radości z tego spotkania!? A ile niepewności spowodowanej ciekawością, kto kryje się pod mitrą i ornatem Świętego Mikołaja? Odpowiedź znana jest tylko tym, którzy tego uroczego dnia byli w makowskim kinie. Przyniesione przez Mikołaja słodycze osłodziły po raz kolejny ten dzień i poprowadziły nas w dobrych nastrojach do szkoły. Czy to już koniec niespodzianek- nie. Do sal lekcyjnych inni Mikołajowie poprzynosili dzieciom prezenty – i tu kolejne zabawki i słodycze. Szczególnie najmłodsi – nasi zerówkowicze – zachodzili w głowę, skąd Mikołaj miał klucz do ich sali, i skąd znał ich imiona i nazwiska. Prawdą jest, że dopiero tu można było cieszyć się z prezentów w klasie, gdyż na pierwszej lekcji bawiliśmy się w sali gimnastycznej na Językowych Mikołajkach przygotowanych przez panie: Kasię Kamińską, Kasię Kiejnę i Edytę Wiśniewską. Innowacją podczas tegorocznego spotkania był udział wszystkich uczniów w ocenianiu kolegów i koleżanek, biorących udział w konkursach. Tym razem przedmiotem obrad społeczności uczniowskiej stały się konkursy na najpiękniejsze przebranie świąteczne, autorskie wykonanie piosenki świątecznej w języku obcym. Uczniowie klas szkoły podstawowej poprzez głosowanie wybierali najlepszych wykonawców. Kto zwyciężył dowiemy się 16 grudnia, kiedy to organizatorzy tegorocznych Językowych Mikołajek wskażą wygranych czterech konkursów jakie pod tym hasłem się odbywały: najpiękniejsza ozdoba świąteczna, kartka świąteczna w języku obcym, najpiękniejsze przebranie i autorskie wykonanie obcojęzycznej piosenki świątecznej. Rodzice naszych małych „językowych” artystów będą mogli obejrzeć i kupić prace ich pociech w trakcie Kiermaszu Bożonarodzeniowego.Dobra zabawa na pierwszej lekcji była zapowiedzią miłego i pełnego niespodzianek dnia. Samorządy uczniowskie zadbały, aby wszyscy uczniowie w tym dniu, niezależnie od wieku, byli obdarowani łakociami. Korowody Mikołajów w towarzystwie elfów i reniferów przechadzały się szkolnymi korytarzami przez cały dzień. Każdy z nas chciał być przecież obdarowany, każdy miał też ochotę zabawić się w Mikołaja. Może nie wszystkim starczyło odwagi, może zapału, ale nie martwcie się, do Świąt jeszcze trochę czasu. Z pewnością, przy odrobinie fantazji uda się nadrobić zaległości, by w dobrym nastroju, w przekonaniu o swej szlachetności zasiadać za kilkanaście dni do Wigilijnego Stołu.